Mistrzowie

Mistrz...


Każdy człowiek spotyka na swojej drodze mistrzów, którzy w istotny sposób wpływają na jego świadomość, wybory a nawet jego los.

Chciałem krótko opowiedzieć o ludziach, którzy taką rolę spełnili w moim życiu.

Pierwszym był mój własny ojciec Janusz Bogucki.





Był on zresztą mistrzem dla wielu osób,
Które do dziś - mimo że umarł czternaście lat temu – o Nim pamiętają.
Był najpierw malarzem, Wyższą Szkołę  Sztuk Plastycznych w Warszawie (dzisiejszą ASP) ukończył przed wojną w pracowni prof.Kowarskiego , po wojnie starał się jeszcze przez jakiś czas malować, ale w ramach socrealizmu zmieścić się nie mógł.

Najlepiej opowiada o tym historia jednego obrazu wysłanego na okręgową wystawę warszawskiego Związku Polskich Artystów Plastyków. Namalował go na Szlembarku – góralskiej wsi, gdzie często jeździliśmy: w fioletowym kolorze zmierzchu kobieta pochylona, boso, kopie ziemniaki, obok siedzi dziecko i bawi się wystruganym z drzewa konikiem. Namalował tak jak widział.
Obrazu na wystawę nie przyjęto z następującym komentarzem: Kobieta powinna być w butach, pracować osiem godzin a dziecko powinno być w przedszkolu!
Przestał malować i zajął się krytyką sztuki. Jednak wielu jego artykułów nie publikowano, chyba że z dopiskiem: wyrażone poglądy stanowią prywatne opinie autora.

W tych latach napisał dwie ksiązki – „bezpieczne” „Matejko” i „Gierymscy”  która zresztą wyszła już po 1956-tym roku.
W latach  1965-1976 wraz moją matka Marią prowadzili jedną z najważniejszych galerii sztuki – Galerię Współczesną, na tyłach Teatru Wielkiego

Zbyt mało tu miejsca, żeby dokładniej opisać Jego losy. Wymienię tylko parę faktów ważnych :
W 1976 Wraz z setką intelektualistów podpisał List wysłany przez Andrzejewskiego do sejmu 31 stycznia 1976 roku , przeciwko zmianom w konstytucji, poddającym  pośrednio suwerenność Polski -   ZSRR. Po tym fakcie został wprowadzony „zapis” na jego nazwisko, co oznaczało, że nie wolno mu było publikować, występować w TV itd.
W stanie wojennym był głównym organizatorem życia artystycznego w przestrzeniach kościelnych. Wystawy, które organizował – a właściwie wielkie artystyczne przedsięwzięcia, skupiające czasami i kilkudziesięciu artystów były najważniejszymi wtedy wydarzeniami kulturalnymi w Polsce. Miały one ważny rys ekumeniczny i w istotny sposób wpływały na sztukę i myślenie bardzo wielu artystów. Mimo, że powstało o nim kilka prac magisterskich i doktorskich, dorobek jego ciągle czeka na opracowanie i popularyzację.
(patrz życiorys i wywiad z Januszem Boguckim  Piotra Koprzaka w internecie)

Drugim moim duchowym ojcem jest Jerzy Nowosielski.





Tu mogę odesłać do wielu publikacji i książek na jego temat, np.  doskonałego, dwutomowego  albumu, opracowanego przez Jana Pawlickiego „Pascha Ikony” wydanego przez Orthdruk Białystok, lub Krystyny Czerni „Nowosielski” wydanego przez „Znak”, Kraków, ale przede wszystkim „Obraz Nie Ręką Ludzką Malowany Ikony Jerzego Nowosielskiego i Archetypy ” który był katalogiem do polsko-ukraińskiej wystawy pod tym samym tytułem w BWA Wałbrzych. W albumie tym są teksty Ks. Henryka Paprockiego, ks. Michała Janochy i moje, z których kilka publikuję na tej stronie.

Trzecią bardzo ważną dla mnie postacią był ks. Jerzy Klinger wybitny prawosławny teolog.
 (patrz w Wikipedii.)





W 1962 przenieśliśmy się całą rodziną do Konstancina, ja z krakowskiego Liceum Plastycznego do Warszawskiego – w Łazienkach.
W owym roku poprzez siostrę Joannę Lossow z Lasek poznałem ks. Klingera, odwiedziłem go w domu na warszawskiej Woli. W trakcie kilkugodzinnej rozmowy „przestawił” całe moje myślenie o Kościele o Prawosławiu, o historii konfliktów i pojednań. Pojechaliśmy potem do cerkwi na Pradze i całą wieczernię, stał koło mnie i cicho wszystko mi tłumaczył. Dzieki niemu odkryłem, że przedmiot mojego zainteresowania  - prawosławie- jest moim duchowym domem.

Mógłbym jeszcze wymienić kilka postaci -  Barbarę Zbrożynę – rzeźbiarkę w której pracowni przygotowywałem się do egzaminów na warszawską ASP.
Adama Stalony – Dobrzańskiego – genialnego witrażystę.



ks. Eugeniusza Cybulskiego, proboszcza polskojęzycznej parafii św. Cyryla i Metodego we Wrocławiu, który zaprosił mnie do Sokołowska – gdzie odzyskał cerkiew św. Michała Archanioła ( o Sokołowsku znajdziecie na mojej stronie dużo). Dzięki niemu przeżyłem kilka lat w Sokołowsku i namalowałem polichromię w cerkwi.

Wszystkim bardzo wiele zawdzięczam i ciągle o Nich myślę...

 

 

To lubię...
 
"...pociąga mnie pewien poziom
doznań duchowych,
które mogą być sprowokowane
przeżyciami estetycznymi...
To przygoda nie tylko duchowa,
ale i emocjonalna...
To tak, jakbyśmy się przekonali,
że potrafimy latać..."
Jerzy Nowosielski
Reklama
 
Kilka słów...
 
Witam Przyjaciół i nie tylko...
Na tej stronie znajdziecie wiele informacji
o tym, co robiłem i co robię.
Trochę wspomnień z przeszłości,
ale przede wszystkim
najważniejsze projekty,
realizowane obecnie razem z przyjaciółmi.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających...
 
Dodaj do ulubonych
 
licznik 31086 odwiedzający
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=